Prefbet Śniadowo

wyszukuj
w serwisie

Shanghai Tower International Vertical Marathon

Wygrana Piotra Łobodzińskiego

Najdłuższy bieg w historii towerrunningu stał się faktem. W minioną niedzielę 26 listopada odbył się bieg po schodach Shanghai Tower, drugiego pod względem wysokości budynku na świecie. Jego budowa została ukończona w 2015 roku, a całkowita wysokość wynosi 632 m. Jednak meta niedzielnych zawodów była zlokalizowana nieco niżej, na 119 pietrze, czyli tarasie widokowym położonym dokładnie 552 m od poziomu ulic. Był to pierwszy bieg, w którym zawodnicy musieli pokonać więcej niż 0.5 km w pionie. Chodzi o biegi wewnątrz budynków, gdyż takich po schodach na świeżym powietrzu wzdłuż kolejek górskich jest kilka w Alpach.

Oczywiście na takim wydarzeniu nie mogło zabraknąć naszego mistrza - Piotra Łobodzińskiego. Jako lider Pucharu Świata startował z numerem jeden jako pierwszy zawodnik, a następnie z niecierpliwością musiał czekać na mecie na swoich rywali. Bieg miał charakter czasówki, czyli wszyscy biegacze startowali indywidualnie w 30 sekundowych odstępach czasowych. Na mecie różnice między czołowymi zawodnikami były niewiarygodnie małe biorąc pod uwagę długość biegu. O zwycięstwie zadecydowały dziesiąte części sekundy. Ponownie najlepszy okazał się schodobiegacz z Łomży, który o niespełna sekundę pokonał Niemca Christiana Riedla. Biorąc pod uwagę fakt, iż zawodnicy rywalizowali korespondencyjnie jest dość niewiarygodnie mała różnica. Trzecie miejsce przypadło Australijczykowi - Markowi Bournowi. 
1 Piotr Lobodzinski (POL) 17:56,57
2 Christian Riedl (GER) 17:57,47
3 Mark Bourne (AUS) 18:09,84
4 Frank Nicolas Carreno (COL) 18:13,68
5 Wenbo Zheng (CHN) 18:17,19
 
Oto kilka słów od zwycięzcy reprezentującego barwy LŁKS Prefbet Śniadowo Łomża: "Cieszę się niezmiernie z tego zwycięstwa. To przejdzie do historii. Był to zarazem również mój najdłuższy bieg po schodach. Przed startem szacowałem czas na mecie w granicach 17-18 min i tak też udało się pobiec. Niemniej różnica między mną i Christianem jest zaskakująca. Ale jak to się mówi: szczęście sprzyja lepszym. Co do samego biegu to głównym problemem było oszacowanie tempa, aby nie zacząć za szybko, ale też nie za wolno. Wydaje mi się, że udało mi się to zrealizować, chociaż na mecie nie byłem jakoś maksymalnie zmęczony. Więc może nie dałem z siebie wszystkiego. Ale nieważne, liczy się kolejne zwycięstwo."
W rywalizacji kobiet zwyciężyła również liderka PŚ Australijka - Suzy Walsham z czasem 20:44.
Za tydzień ostatni bieg w sezonie Łobodzińskiego - finał cyklu Vertical World Circiut w Hong Kongu, którego nasz zawodnik jest już na szczęści zwycięzcą, które zapewnił sobie wygrywając przed dwoma tygodniami w Osace.
2017-11-27 19:25 Opublikował: Administrator
Autor treści: JK